wiersze limeryki deutsch mail
minuta mówienia
pekniete naczynie
wyjazdy, powroty
czary
martwa natura
chryzantema
ciemna twarz
wyjazdy, powroty
Lot
Droga
Oferta
Bramy raju
O mój rozmarynie
Wygnańcy
Po balu
Długo krzyczeli
Zanim
Dzwony
Podróż
Piosenka Kopciuszka
Lamus
Niepamięć
Chwila w Bośni
Widziałam
Zemsta
Owoc
* * *( mówimy że ktoś...)
Zaduszki
Rejs
Piosenka dla przyjaciół
Dwa sny
Urodziny
Staremu przyjacielowi w Krakowie
Najbliżsi
Ratunek
Relikt
Zastygłe światło
Pamięć
Pieśń dziękczynna
Powrót

Ratunek

Nie było prostszej rzeczy od wieczności:
lata mijały i szumiało morze,
ciepłe kamienie leżały na piasku,
wszystko trwało i zawsze dało się powtórzyć
na zawołanie. Każde okamgnienie
rozpuszczało się w słońcu, nieopłakiwane
drgało bez końca w smugach świetlistego pyłu.

Dzisiaj spotkałam się z sobą śmiertelną,
kładąc książkę na stole, albo parząc kawę
(prawdę mówiąc ten moment uszedł mej uwadze)
widziałam, jak dwie chwile zwarły się ze sobą,
zastygły, nieruchome i nieprzepuszczalne,
w tym miejscu, a nie w innym, bez szansy powrotu.
Postarzałam się nagle o wszystko, co było
i chciałam krzyczeć, szlochać, opłakiwać życie,
ale przyszedł ratunek, zadzwonił telefon,
przypaliła się zupa, albo spadła szklanka.
Dowiedziałam się tylko, że bardzo się boję
i że mimo to pójdę przycinać żywopłot.